Uwaga! Ciasteczka!

Obiektyw.info stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce cookies.

Wydrukuj tę stronę

 Strajk nauczycieli wisi w powietrzu

20 marzec 2019

Temat wiodący od kilku tygodni. Na portalach internetowych wiele artykułów, a pod nimi aż huczy od  krytycznych komentarzy. Wiele wrzucanych informacji jest nieprawdziwych. Jednym z przykładów jest tabelka z komentarzem, która 6 marca pojawiła się na stronach facebooka.

 Nauczyciele RAZEM

„Oto tabela naszych podwyżek od roku 2005 , czyli przez ostatnie 14 lat.
Nie ma znaczenia jaka partia dawała. Każda z partii rządzących rzucała nam ochłapy.
Ostatnią, w miarę porządną podwyżkę otrzymaliśmy w 2009 r.
Ale bez względu na to jakie to były podwyżki, zawsze miały jedną wspólną cechę - zawsze jakieś grupy zaszeregowania były poniżej najniższej krajowej.
Zgodnie z Konstytucją RP żaden człowiek nie może zarabiać mniej niż najniższa krajowa....żaden...chyba że jest nauczycielem.”...

Tabelka wynagrodzeń.

Dla przypomnienia i sprostowania.

W 2005 roku rządziło SLD a w 2015 PO - PSL. W obu przypadkach władzę po wyborach dopiero w listopadzie przejmowało PIS, z budżetem przygotowanym przez poprzedników. 2 lata nie należały do PIS podobnie jak rok 2007 nie należał do PO – PSL Przez 8 lat sprawowania władzy  nigdy PO nie rządziła sama – zawsze była w koalicji z PSL

Od roku 2006 do 2012 podstawowe wynagrodzenie nauczycieli wzrosło o 51%. Najwyższe podwyżki przypadają na lata 2008 – 2011.

Jednocześnie w tym okresie zaczęto likwidować płatne godziny do dyspozycji dyrektora szkoły na rzecz darmowych 2 godzin karcianych.

To był wynik porozumienia Związków Zawodowych z Rządem w zamian za proponowane przez Rząd zróżnicowane i zwiększone  pensum, które obowiązuje chyba we wszystkich Krajach UE.

Wprowadzenie tych godzin zwiększyło wszystkim nauczycielom obowiązkowy, podstawowy wymiar czasu pracy z 18 do 20 godzin, czyli o 11%.

Skrzętnie też ten zapis w Karcie Nauczyciela wykorzystało wiele Samorządów.

Od 2010 roku tuż po zdobyciu 1 miejsca w (Rankingu Rzeczpospolitej) władze grodziskie rozpoczęły odchudzanie oświaty z płatnych dodatkowych zajęć pozalekcyjnych.

Skończyła się de facto praca z uczniem zdolnym, zmniejszyła się ilość godzin matematyki w klasach, a słabszym ograniczono możliwości skorzystania z pomocy właściwego nauczyciela.

Godziny karciane przez obecną minister Annę Zalewską zostały zniesione, co jednak niewiele zmieniło, bowiem w wielu gminach one obowiązują nadal, tylko delikatnie mówiąc na prośbę  wójta, czy burmistrza przekazaną dyrektorom szkół.

Trudno się dziwić, jeżeli radny – nauczyciel, zapiekły przeciwnik wprowadzanej reformy twierdzi, iż to był wielki błąd, a „Likwidacja godzin karcianych wpłynęła na obniżenie poziomu nauczania w szkołach”.

Każda odpowiedzialna i solidna praca powinna być bardzo dobrze wynagradzana, a tym bardziej praca nauczyciela.

Nie każdy jednak nauczyciel ma taką samą odpowiedzialność.  Są przedmioty nieegzaminacyjne, mniej odpowiedzialne których nauczyciele nie są poddawani presji, czy ocenie tylko na podstawie wyników egzaminu, czy zdawanej  matury. Nie każdego ucznia można nauczyć, nie każdy przecież musi być profesorem.

Od kilku lat w coraz większym zakresie zaczyna brakować nauczycieli matematyki. W woj. mazowieckim, to już jest poważny problem. Wielu młodych i obiecujących nie wytrzymuje presji odpowiedzialności i odchodzi do innej pracy o którą przy spadającym bezrobociu jest coraz łatwiej.

Podobna sytuacja niebawem może dotyczyć dyrektorów szkół. Ich pensje i ograniczenia są niewspółmierne do odpowiedzialności, a często zarabiają mniej od swoich pracowników.

A co do samych oczekiwań nauczycieli uważam, że jest czas na rozmowę, ale nie w takiej formie i skali roszczeń i tylko roszczeń.

Poza wszystkim za ewentualnymi podwyżkami powinna iść jakość nauczania,
z czym niestety bywa różnie.

Drugi detal to sam stosunek społeczeństwa do nauczycieli, bardzo często krzywdzący, w wielu jednak wypadkach  obiektywnie krytyczny.

Śmieszą mnie zapewnienia typu: „ Naprawdę nie chodzi już o bieżący problem wynagrodzenia nauczycieli, ale o przyszłość systemu edukacji, a co za tym idzie przyszłość Polski. Jak będziemy kształcić dzieci tak będzie ta Rzeczpospolita w przyszłości wyglądać”.

Wzniosłe słowa, tylko, że o przyszłości edukacji  nie mogą decydować ludzie którzy już dawno zatracili kontakt  z rzeczywistością. Rząd musi rozmawiać z nauczycielami, dyrektorami szkół, rodzicami bez udziału przedstawicieli samorządu.
To jest moim zdaniem jedyna droga, która może przynieść poprawę sytuacji w oświacie.

Nauczyciele  i rodzice muszą wiedzieć, że za Oświatę w równej mierze odpowiada Rząd i Samorząd.

Trzeba podać do publicznej wiadomości   jasne i czytelne kryteria, co zabezpiecza subwencja oświatowa, a jaka odpowiedzialność spoczywa na Samorządach.

Wszystkie dodatki do zasadniczej pensji nauczyciela ustalane  są na szczeblu samorządu. Są dwa wyjątki - dodatek za wysługę lat i 13 pensja. Z tego powodu różnice w wynagrodzeniach w różnych samorządach są znaczące, a wiele  z nich zwyczajnie zarabia na oświacie, przekonując jednocześnie jak dużo do niej dokłada.

ZNP zapewnia:…. „ Nie występujemy przeciwko samorządom, a przeciwko rządowi”… To niestety  widać i czuć, tylko dlaczego?

Mam ten komfort,  że środowisko nauczycielskie znam bardzo dobrze i to od strony zwykłego nauczyciela, wicedyrektora szkoły, a także samorządowca.
We wszystkich tematach dotyczących regulaminu wynagradzania nauczycieli, czy pracowników niepedagogicznych oświaty uczestniczyłam, przedstawiałam swoje uwagi i korzystne w mojej ocenie rozwiązania -  prosząc niejednokrotnie o wsparcie ZNP czy radnych z klubów opozycyjnych.

Rozmowy były zawsze trudne, bo: oświata dla większości włodarzy jest mało ważna, no chyba, że sport, teatrzyki i ważne szkolne wydarzenia.

Dlaczego?

W gminach i powiatach, to czysta kalkulacja, ważne jest to co przekłada się na wynik wyborczy. Tu wiadomo, że nikt nie zaprotestuje, a dyrektor  problemy musi rozwiązywać sam, bo może co najwyżej usłyszeć…”K…..a pamiętajcie kto was karmi”.

W szanującym się zakładzie pracy czynnik motywacyjny jest bardzo ważny.
W szkole musi być podobnie. 1000, czy 2000 zł  dla każdego pracownika niczego nie zmieni, a jedynie zniechęci wielu wspaniałych pedagogów, bo nic tak nie demotywuje jak ostatnio modne spłaszczenie.

Egzaminy muszą się odbyć tak jak są planowane. Młodzież przygotowująca się do egzaminu i ich rodzice nie mogą być obciążeni dodatkowym stresem, nie są przecież odpowiedzialni za lata zaniedbań w Oświacie.

ZA OŚWIATĘ W RÓWNYM STOPNIU ODPOWIADA RZĄD I SAMORZĄD trzeba o tym pamiętać.

Alicja Pytlińska

Ps. Bardzo jestem ciekawa co na temat planowanego strajku myślą czytelnicy Obiektywu.