Ekstremalna Droga Krzyżowa w Grodzisku Mazowieckim - Obiektyw.info

Uwaga! Ciasteczka!

Obiektyw.info stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce cookies.

Ekstremalna Droga Krzyżowa w Grodzisku Mazowieckim

03 maj 2017

Zapraszamy Was do zapoznania się z refleksją na temat Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, o której informowaliśmy na naszych łamach już jakiś czas temu.  EDK odbyła się oczywiście prze Wielkanocą, a jej uczestnik dzisiaj wysłał do nas kilka swoich wspomnień i przemyśleń na ten temat.

Co ja wiem o człowieku, którego minąłem? Jeśli w ogóle zauważę go wśród tysięcy innych, mijanych codziennie. Zostaje mi najwyżej wrażenie z postawy, miny, sposobu chodzenia, ubrania. Trochę inaczej jest w nocy, kiedy najpierw słyszę kroki a potem z ciemności, na krótko, wyłania się sylwetka, która zaraz zapada w ciemność. W nocy wyobraźnia chodzi pod rękę z lękiem. Obawa każe widzieć w mijanym raczej zagrożenie. Chociaż widać znacznie mniej trudno o obojętność, niezauważenie. Te intuicje nie są bezpodstawne. Noc skrywa wiele występków. Otwiera też wewnętrzne ucho na głosy niesłyszalne za dnia: intuicje, przeczucia. Na subtelne wibracje w dzień zakłócane hałasem i światłem. Nie tylko te wywołujące lęk. W nocy można spotykać samego siebie. Tego trochę innego niż zwykle. Tego, którego w zgiełku trudno dostrzec. Nocą chyba też łatwiej szukać Boga. Albo, jak pisał Tuwim, czyhać na niego.

Zapewne dlatego Ekstremalna Droga Krzyżowa jest nocną wędrówką. Noc to mniej rozproszeń. Ale przecież EKD to dla wielu wysiłek ciała większy, niż ten, na który godzą się codziennie. Jeden krok w ciemności wymaga znacznie więcej skupienia i napięcia mięśni. Niezauważona przeszkoda, nieopatrzny ruch i lecisz w ciemność. O tym jednak nie należy myśleć. Nie warto skupiać się na lęku i zmęczeniu. I tak same pokażą ci twoje granice wytrzymałości. Droga jest długa - 30, 40 a nawet 100 kilometrów. Tę drogę warto wykorzystać do rozważania męki Jezusa, jej przebiegu, celu, skutków.

Nikt nie zmusza do udziału w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Może stała się ona trochę „modna”, ale mody przeminą a droga krzyżowa zostanie. Ekstremalna lub nie i tak będzie, póki ludzie będą szukać prawdy o sobie, o życiu i o Bogu. To szukanie jest drogą. Każdy niesie swój krzyż. Na EDK zmierzają one pod krzyż Jezusa. Człowieka-Boga. Drogi, Prawdy i Życia. Przynajmniej tak to zostało pomyślane.

EDK to polski pomysł. Ma dziewięcioletnią historię i co roku gromadzi coraz więcej uczestników. Na razie frekwencja wciąż jest na fali wznoszącej. W tym roku mogło stanąć na niej nawet przeszło 50 tysięcy osób, czyli dwa razy więcej niż w ubiegłym. Na mapie Polski niewiele jest białych plam, gdzie w Wielkim Poście nie ma nocnej, bardzo długiej drogi krzyżowej. Na przełomie marca i kwietnia w 252 miastach Polski i Europy przygotowanych było 457 tras. Kto szedł, dostawał rozważania Męki Pańskiej, mapę i aplikację pozwalającą na nawigowanie w ciemnościach.

Piotr, który przygotowywał w tym roku pierwszą w Grodzisku Mazowieckim taką trasę prosił, żebym nie pisał o nim „organizator” ale „koordynator”. Ma rację. EDK to nie jest survival dla rodzin z dziećmi oferowany w miejscowości turystycznej. Organizator to zgodnie z przepisami osoba odpowiedzialna za różne następstwa przygotowywanego przedsięwzięcia. Na EDK nikt nad nikim nie roztacza ochronnego parasola, za nikogo nie przejmuje odpowiedzialności. To trochę wbrew gromadnym regułom dzisiejszego świata: nawykom posiadania gwarancji, łatwości wnoszenia roszczeń o odszkodowania za każdy uszczerbek, przyzwyczajeniu do korzystaniu z polisy na wszystko i od wszystkiego. To jakby wbrew współcześnie dominującej postawie rozszerzania samowoli osobistej, przy zrzucaniu odpowiedzialności na innych. A mimo to chętnych nie brakuje. Ruszają na trudną drogę z nadzieją, ale bez pewności, że cokolwiek im to da. Każdy idzie na „własny rachunek”. W swoim tempie i do miejsca, w którym sam powie „dość”. Dla jednych będzie to koniec całej trasy. Dla innych moment, w którym ból mięśni, czy obtartych stóp uświadomi kres wytrzymałości. Sami zakładają buty i schodzą ze swoich kanap.

No więc co ja wiem o człowieku, którego minąłem? Jeśli stało się to w nocy z nocy z 31 marca na 1 kwietnia w okolicach Grodziska, to możliwe, że był to uczestnik EDK. Ktoś, kto chciał przeżyć coś istotnego: lepiej zrozumieć siebie, zbliżyć się do Boga, rozwikłać zagadkę sensu życia, podjąć pokutę za swój grzech, wymodlić łaski dla siebie lub innych. Ilu wędrujących po stacjach drogi krzyżowej, tyle intencji. A do tego jeszcze wyzwanie dla ciała – czy dojdę do końca? Czy iść za wszelką cenę? Czy zejście z trasy to klęska i dowód na bezsensowność wysiłku? Na niemal 45 kilometrach drogi był czas na takie rozważania.

Droga krzyżowa to jednak przede wszystkim nabożeństwo. Rodzaj wędrownej modlitwy. Czasami jedynie w murach kościoła. A czasem na drogach i bezdrożach. Jej celem jest przejście po ścieżkach cierpienia Jezusa, bycie z nim w najtrudniejszych momentach. Teraz, ale i niemal dwa tysiące lat temu. To ma być takie zawirowanie czasoprzestrzeni, w którym możemy się spotkać ze Zbawicielem cierpiącym. Współodczuwać z nim. Są ludzie, mistycy, którym taka łaska jest dana. Inni, od wielu wieków, próbują zbliżać się do Jezusa ale efekt nie zawsze jest na miarę ich starań i nadziei.

O Kasi, mojej żonie, wiem, że szła drugi raz w życiu. W połowie trasy, podobnie jak rok temu, zeszła z drogi. Miała swoje intencje. Nie znam ich. Na pewno nie żałuje wysiłku ani tego, że się poddała. Ani też tego, że uczestniczyła we wciąż dosyć kontrowersyjnym przedsięwzięciu religijnym. Jej mentorka duchowa, siostra Chmielewska, uważa że bardziej ekstremalne jest służenie bliźnim w hospicjum, niż łażenie po nocach. Kasia chce pogodzić oba podejścia. Zgłosiła się też do hospicjum.

O Piotrze wiem, że przeszedł całą drogę. Nie mógł nie iść, skoro koordynował grodziską EDK. To było wyzwanie być może nie mniejsze, niż przejście trasy. Na trasie od pewnego momentu musiał przekraczać próg bólu. – Chociaż przeważnie szliśmy wygodnie, po asfalcie, to wysiłek fizyczny rzeczywiście był ekstremalny – przyznaje Piotr. – Na szczęście miałem ze sobą kijki, bo od Adamowizny szedłem na 2 rękach i tylko prawej nodze. Ból lewej utrudniał marsz i przerastał skupienie. Dotarło do mnie jednak, że we wszystkim co robię, powinienem iść dalej, głębiej, bo Bóg czuwa i nie trzeba się bać.

Renata zdecydowała się pójść na Ekstremalną Drogę Krzyżową po rozmowach z sąsiadem, który był już na kilku w różnych miejscach. Przez dwa tygodnie wahała się, ale że w tym roku EKD „sama przyszła” do Grodziska, łatwiej było powiedzieć „tak”. Nie zakładała, że musi przejść całą drogę. Postanowiła iść, dokąd będzie mogła. Obawiała się, że w nocy będzie szła sama. Jednak szło wielu znajomych. Przyłączyła się do kolegi ze wspólnoty i było raźniej.
- Chociaż na EDK regułą jest milczenie, rozmawialiśmy trochę o sprawach duchowych, dzieliliśmy się tym, co przeżywamy w życiu a to nas niosło – mówi Renata. – Mieliśmy milczenie serca, a te rozmowy, były jak chusta Weroniki na zbolałą twarz.
Renata niosła w sercu wielu: osoby, które nie mogły pójść, choć bardzo chciały, znajomych oddalonych od Boga, swoją rodzinę, własne intencje. Po kilku już kilometrach wiedziała, że nie będzie łatwo. Bolały nogi i ramiona, ale cieszyła się z podjętej decyzji. Doszła do 9 stacji – Jezus upada po raz trzeci. Rozpłakała się, ból nóg, a zwłaszcza jednego kolana nie pozwolił pójść dalej. Spod klasztoru w Radoniach zabrał ją mąż.
- Nie ważne, co się zakłada, ważne, że idzie się z Jezusem – mówi Renata. – Wtedy to ma sens i wszystko inne też, bo tylko z Nim możemy pokonać wszystko. Dalej działa łaska. Nie doszłam fizycznie, doszłam duchowo.

– Chciałem spotkać Jezusa sam na sam – mówi Marcin. – Stanąć w prawdzie, bezkompromisowo, bez formułek i bez ściemy, odpowiedzieć na pytanie, kim on dla mnie jest? A jeśli jest dla mnie ważny, to dlaczego wciąż są takie miejsca w moim życiu, których nie potrafię mu oddać.
Marcin był na EDK pierwszy raz. Czy spotkał na drodze Jezusa? Mówi, że i tak i nie. Nie tak jak się spodziewał, bo bez cudów, bez gwałtownego olśnienia. Był wysiłek, jakieś cierpienie, przełamywanie bólu i zmęczenia.
– Spotkałem Jezusa miłosiernego, który kocha i wybacza. Czeka, gdy upadam, cieszy się, gdy powstaję – mówi. – Dziś, z perspektywy czasu rozumiem, że moja prawdziwa EDK jest teraz, toczy się każdego dnia. O wiele trudniej powstać z grzechu, niż pokonać kolejny kilometr. Choćby ten ostatni, który był koszmarny. Tak więc ruszam w drogę. Każdego dnia. Z nadzieją.

Co ja wiem o człowieku, którego minąłem? Za mało, żeby wyciągać istotne wnioski z tego, co dostrzegalne: postawy ciała, miny, sposobu chodzenia, ubrania. Na pewno, tak jak i ja, jest w drodze. Dokąd idzie? Kto wie, może właśnie usłyszał wyrok, może zmierza do kolejnego upadku. Może za chwilę umrze. Może, mimo że jest upał lata, plucha jesieni albo zadymka śnieżna idzie swoją Ekstremalną Drogą Krzyżową? O tej z Wielkiego Postu niemal wszyscy wiedzą, ale cały rok jest dobry na podjęcie tego wysiłku. EDK nie ma formuły zamkniętej. Nikt, kto chce ją przejść nie musi oglądać się na kogokolwiek. Niektórzy, bez względu na porę roku, wyznaczają sobie trasę albo korzystają z już przetartej i ruszają. Nikt nie musi im niczego organizować a nawet niczego koordynować. Idą, bo chcą. Ekstremalna Droga Krzyżowa nie ma zastrzeżonej marki. To wolność poszukiwania.

 

Uczestnik EDK

Dodaj komentarz

Tu wpisz imię lub nick (obowiązkowe)

Kod antyspamowy Kod literowo-cyfrowy. Wpisz go do pola poniżej. Jeśli jest nieczytelny, naciśnij przycisk "Odśwież"
Odśwież

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Maksymalna długość komentarza to 2000 znaków.
Jeśli zauważyłeś komentarz niezgodny z regulaminem - kliknij przycisk "Zgłoś administratorowi".

Komentarze  

0 # Ambrose 2017-11-13 08:51
I think your page needs some fresh posts.
Writing manually takes a lot of time, but there is tool for this boring task,
search for; Boorfe's tips unlimited content

my website: Precious04: https://Heriberto03.jimdo.com
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
-4 # Anna 2017-05-19 17:57
Co wiem o drugim człowieku? Może nie chcę nic wiedzieć na siłę? Może mnie to nie interesuje bo mam zbyt wiele własnych spraw? Każdy ma codzienny ciężar własnych obowiązków i problemów zwany przez wielu krzyżem. To że sobie z nimi radzę to moja praca dla Boga,nie potrzebuje cierpieć po nocy by świętą zostać. Nie zabijam,nie kradne i staram sie z szacunkiem do drugiego człowieka podchodzić. Nie będę jednak się biczować i cierpieć na pokaz,chyba że to u Was ma być normą.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
+3 # Lila 2017-06-16 09:53
Tu nie chodzi o biczowanie aby zostać świętą. Egoizm, obojętność też jest grzechem.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
+6 # La bomba 2017-05-08 21:13
Bardzo ciekawy wartosciowy tekst.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
Top