Mój 4 czerwca 1989! - Obiektyw.info

Uwaga! Ciasteczka!

Obiektyw.info stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce cookies.

Mój 4 czerwca 1989!

03 czerwiec 2017

4 czerwca to bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza dla III RP data. Aby przypomnieć ten dzień zamieszczamy tekst napisany przez naszego redakcyjnego kolegę – Zbigniewa Bohdana.

             Tekst został napisany wiele lat temu i był już publikowany na łamach Obiektywu, ale warto go chyba przypomnieć, zwłaszcza że nie jest dostępny w archiwum naszego portalu. Do tekstu dołączamy skany dokumentów dotyczących funkcji Męża Zaufania Komitetu Obywatelskiego Solidarność tamtych wyborów. Ulotka wyborcza „Musimy Wygrać” zwiera podpisy Lecha Wałęsy (faksymile), Anny Radziwiłł, Zbigniewa Bujaka i Zbigniewa Janasa – kultowych postaci opozycji z czasów PRL i kluczowych postaci wyborów 1989 roku. Lech Wałęsa pełnił w III RP funkcję Prezydenta, Anna Radziwiłł - Ministra Edukacji Narodowej, Zbigniew Bujak - Szefa Głównego Urzędu Celnego a Zbigniew Janas – posła.

 

Marek Żurawiecki - Redakcja Obiektyw.info

 

Mój 4 czerwca 1989!

 

Dzisiaj politycy spierają się, od której daty zaczyna się nowa, wolna od komunistycznego jarzma Polska. Ja wątpliwości nie mam. Dla mnie na zawsze będzie to 04 czerwca 1989!

 

            Tego dnia wstałem bardzo wcześnie, już o 5 rano. O 6.00 otwierano lokal komisji wyborczej w Izdebnie Kościelnym k. Grodziska. Jako mąż zaufania Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” miałem stawić się przed otwarciem komisji i trwać tam aż do jej zamknięcia.

            Emocje podgrzewał fakt, że to były pierwsze wybory, w których miałem brać udział. Wszystkie poprzednie solidarnie bojkotowałem bo to były ich wybory, nie moje! Przed którymiś z kolei wpadłem nawet spontanicznie na pomysł, aby zakupić farbę i nocą napisać, na jezdni pomiędzy Grodziskiem a Milanówkiem, znane dwa wyrazy: „BOJKOT WYBORÓW”. Czułem się dumny jak paw gdy następnego dnia, w dzień wyborów, zerkając z okna domu gdzie mieszkałem, widziałem kilku policjantów, w pocie czoła zamalowywujących „mój napis”. Skoro zamalowywali tzn. że był znaczący i mocno podważał podwaliny systemu PRL – myślałem w duchu.

            W 1989 roku, 4-go czerwca brałem udział w wyborach w pełni świadomie. Moją świadomość kształtował mi przez lata ojciec, AK-owiec z sowieckim wyrokiem 10-ciu lat zsyłki (za niechęć wstąpienia do Armii Czerwonej po rozbiorze Polski 17 września 1939 r.), które „łaskawie” zamieniono na 10 miesięcy „karnych batalionów”, w których przeżycie jednego dnia graniczyło z cudem. Dzięki Bogu udało mu się zbiec i wstąpić potem do AK. Moją świadomość kształtowały strajki stoczniowców 1980 r. i strajki studenckie w 1981 r. (w których brałem czynny udział), słowa Jana Pawła II wypowiadane podczas pielgrzymek do kraju, stan wojenny wprowadzony przez komunistów w imię „wyższych celów”. Ukształtowanie mojej świadomości w pełni „przypieczętowało” dwóch zomowców, którzy wkładając całe serce w zamaszysty ruch pał w tzw. milicyjnej budzie, próbowali wybić mi z głowy noszenie czegoś takiego jak mały opornik przypięty do studenckiego swetra podczas obchodów rocznicy 3 maja.

            Tak, 4 czerwca, w pełni świadom znaczącej, przełomowej chwili, nie chciałem stać z boku. Chciałem uczestniczyć w zmieniającej się na moich oczach historii i uczestniczyłem! Już nie pamiętam czy to Wojtek Hardt, którego znałem z turystycznych rajdów ale i z konspiracyjnej działalności w okresie stanu wojennego, zgłosił się do mnie czy ja do niego. Najważniejsze, że tego dnia, po zaliczeniu odpowiednich szkoleń (moje prowadził chyba Jan Lityński) zjawiłem się w salce szkoły w Izdebnie Kościelnym, gdzie mieściła się komisja wyborcza, jako „mąż zaufania” KO „Solidarność”. To nic że spóźniony o 2h, bo mój maluch ugrzązł na błotnistej drodze i musiał mnie ratować z opresji ciągnik rolnika. Dotarłem, świadomy historycznego momentu i przygotowany technicznie zgodnie ze szkoleniem (miałem nawet latarkę na wypadek gdyby próbowano powtórzyć manewr z wyłączaniem światła i dorzucaniem głosów). Gotów na różnego typu prowokacje, próby oszustwa ze strony dotychczasowej władzy, zostałem zaskoczony zupełnie czym innym - reakcją głosujących ludzi. Co mnie zaskoczyło?

            W komisji wyborczej zasiadali przedstawiciele i tych z PZPR, ZSL i tych z KO „Solidarność”, ale tylko mężowie zaufania mogli mieć przypięty znaczek „Solidarności”. Szczerze mówiąc, to nie wiem czy mogłem go mieć, czy nie, ale wykorzystując zaskoczenie członków komisji kimś takim jak mężowie zaufania, przypiąłem go na piersi. Zrobiłem to, chociaż nigdy nie należałem do NSZZ Solidarność. Ten mały znaczek odegrał wtedy kluczową rolę. Jednych, związanych z obozem władzy, drażnił po oczach, innym świecił jak gwiazda blaskiem nadziei i marzeń o wolnej, niepodległej Polsce. Spontanicznie podchodzili do mnie, zupełnie obcy mi ludzie, tylko po to aby uścisnąć dłoń człowieka ze znaczkiem „Solidarności”. Jakże wymowne było usłyszane wielokrotnie słowo „Dziękuję”. Niektórzy, jak pewien starszy rolnik ze spracowanymi dłońmi, mieli łzy w oczach mówiąc, że nie wierzyli, ze kiedykolwiek doczekają takiej chwili. Ja też nie wierzyłem… A jednak!

            Ja, skromny, młody człowiek, poprzez takie słowa i zachowania zbierałem, zupełnie niezasłużenie, laury za tych którzy siedzieli w więzieniach, brali udział w strajkach, byli internowani, narażali byt swoich rodzin, a nawet swoje i swoich bliskich życie, za wolną Polskę. A teraz na moich oczach, przy moim bardzo niewielkim, ale świadomym udziale…rodziła się Polska – Wolna i Niepodległa!

            To oczywiste, że 4 czerwca to była tylko cząstka wolności, wyceniona na 35 %. To prawda, że dogadywano się z niedawnymi przeciwnikami a nawet oprawcami. To jasne, że nie byłoby tych wyborów, gdyby nie strajki w Stoczni Gdańskiej, Jan Paweł II, Lech Wałęsa, 10 milionowy ruch społeczny „Solidarność” czy obrady okrągłego stołu. Ale wtedy, 4 czerwca, w małej wiejskiej komisji wyborczej rozpierała mnie duma, że to wszystko dzieje się bez ofiar, bez walki na ulicach, bez powstania czy wojny domowej, przez zwykłe wrzucenie głosów do urny, milionów głosów!

            Duma wzrosła jeszcze bardziej, gdy „męża zaufania” dopuszczono do liczenia głosów. Cieszyłem się jak dziecko, gdy przy kandydatach KO „Solidarność” stawiano kolejne kreski. To nie była wygrana, to był nokaut! Solidarność zdobyła wtedy 35% miejsc w sejmie i 99% w senacie, czyli wszystko co było do zdobycia, jako następstwa ustaleń przy „okrągłym stole”.

            Dziś politycy spierają się o tę najważniejszą datę. Są i tacy którym nawet dość łatwo przychodzi słowo zdrada. Ja wątpliwości nie mam żadnych. 4 czerwca, późno w nocy mogłem powiedzieć do siebie – no to po komunie – mamy Wolną Polskę! Prawie… Moje przeświadczenie, potwierdziły wkrótce pamiętne słowa Joanny Szczepkowskiej i innych aktorów wypowiadane na ekranach reżimowej do niedawna TVP. Sprawę ważności dat pozostawiam do rozstrzygnięcia historykom. Ja wiem jedynie, że tych chwil z 4 czerwca nikt mi nie odbierze. Ten dzień pozostanie w mojej pamięci na zawsze jako jeden z ważniejszych – dla Polski i dla mnie.

            Dzisiaj serce wypełnia zaduma dlaczego, znaczek z napisem „Solidarność” nie wzbudza tylu pozytywnych emocji? Dlaczego dzisiaj raczej niewielu przypina go z dumą? Dlaczego tylko niektórzy dają sobie prawo do jego używania? Pozostaje, pełne żalu i zdziwienia pytanie – dlaczego?

 

Zbigniew Bohdan

 

Dodaj komentarz

Tu wpisz imię lub nick (obowiązkowe)

Kod antyspamowy Kod literowo-cyfrowy. Wpisz go do pola poniżej. Jeśli jest nieczytelny, naciśnij przycisk "Odśwież"
Odśwież

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Maksymalna długość komentarza to 2000 znaków.
Jeśli zauważyłeś komentarz niezgodny z regulaminem - kliknij przycisk "Zgłoś administratorowi".

Komentarze  

+5 # Karolina 2017-06-06 15:37
Jak czytałam ten tekst, to łzy mi się cisnęły do oczu. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, bo był tylko jeden tak dzień w moim życiu. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nowa władza wszystko wypacza i zmienia. Przecież historii nie można zmienić. Lech Wałęsa jest bohaterem tamtych czasów, podobnie jak Jan Paweł II. Gdyby nie oni, to nigdy by nie było PIS, PO i wielu innych partii, wolnych mediów, członkostwa w UE i NATO, otwartych granic i wymienialnej złotówki. Nie pozwólmy aby ktoś zmieniał historię pod swoje potrzeby i tworzył coś czego nigdy nie było.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
+7 # ON 2017-06-06 15:54
Karolina, I love You!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
+4 # Ela 2017-06-06 11:19
Musimy wygrać i wygramy! W najbliższych wyborach pokonamy pisowców, a 4 czerwca zrobimy święto narodowe i dzień wolny od pracy!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
+11 # Jan 2017-06-05 23:03
Władze państwowe nie zauważył y tego święta. Trudno, to ludzie inaczej myślący i mocno ograniczeni wizją najnowszej historii naszego kraju. Sorry, taki mamy klimat polityczny. Ale dlaczego zapomniano o tym święcie na szczeblach gminnych i powiatowych? Czyżby chciano przypodobac sie władzy centralnej?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
-7 # EMERYT 2017-06-04 23:21
25 lecie obalenia Rządu Olszewskiego, to także jedna z ważniejszych dat w najnowszej historii Polski. Jako wówczas w miarę młody człowiek bałem się, że wszystko upadnie, że wysiłek wielu ludzi pójdzie na marne. Po 25 latach są bardzo rozbieżne oceny tych wydarzeń. Niewątpliwie pierwsze prawie demokratyczne wybory, to było coś.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
+14 # Julo 2017-06-04 12:11
Dziękuję Obiektywowi że przypomniał jakże ważną datę z historii Polski.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj komentarz | Zgłoś administratorowi
Top