Uwaga! Ciasteczka!

Obiektyw.info stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce cookies.

Wydrukuj tę stronę

„Felietony” z sesji styczniowej Odcinek 4. O wykluczeniu i niektórych społecznych skutkach wykluczenia

25 luty 2018
Markus Biehal

Tym razem będzie dłużej z racji powagi tematu.

 

Na temat wykluczenia publikuje się wiele. Każdy może sobie poczytać. Mogą Radni, mogą Urzędnicy, i Pan Burmistrz też może. I nawet może ten Pan Radny, któremu się wydaje, że zainteresowanie rozwiązywaniem problemów społecznych to rezultat indywidualnej wrażliwości zainteresowanego.

Po apatycznym początku sesji styczniowej obrady wyraźnie nabierają rumieńców, gdy jedna z Radnych „niezależnych” porusza kwestię efektywności podejmowanych w Gminie sposobów przeciwdziałania wykluczeniu, spowodowanemu niskim statusem ekonomicznym. Konkluzji z tej wymiany opinii brak, poza taką może, że dyskusja jest męcząca. Nikt nie zaprzecza. Nie sposób zaprzeczyć. Życie w zasadzie jest trochę męczące.

Dla jasności: Radna nie wnioskowała o zwiększenie nakładów na pomoc osobom zagrożonym wykluczeniem. Gdyby wnioskowała o większe nakłady, to by była albo trochę, albo zupełnie inna historia. Ale ona wnosiła „tylko” o analizę efektywności dotychczasowych sposobów przeciwdziałania wykluczeniu oraz o ewentualne poszerzenie ich spektrum o sposoby potencjalnie bardziej skuteczne. Innymi słowy: o bardziej racjonalne wykorzystanie środków publicznych na pomoc społeczną.

Każdy, kto ma jakie takie pojęcie o otaczającej go rzeczywistości wie, iż przeciwdziałanie wykluczeniu spowodowanemu niskim statusem ekonomicznym leży w egoistycznie pojętym interesie osób „niewykluczonych”. A to za sprawą niektórych społecznych skutków takiego wykluczenia. Jaki tymczasem nasze władze mają pomysł na przeciwdziałanie wykluczeniu? Ano taki między innymi, że za fundusze gminne budują getto w okolicach ul. Traugutta. A jak już je zbudują i przesiedlą do niego wszystkich zagrożonych wykluczeniem, to co? Otoczą wysokim murem, żeby się nie rozłazili po mieście? A może głodem wezmą? Czy może będziemy utrzymywać ze środków publicznych kolejne generacje „osadzonych w  getcie” i „wykluczonych z urodzenia”? Można przyjąć (z czym się osobiście zgadzam), że dorosły człowiek powinien wcześniej czy później wziąć odpowiedzialność za swoje życie – jakie by to życie nie było. Ale czy trzeba być geniuszem, żeby wpaść na jakże odkrywczy wniosek, iż oczekiwana długość życia przeciętnego dziecka jest wyższa niż oczekiwana długość życia jego przeciętnych rodziców lub opiekunów? Niepodejmowanie skutecznych interwencji przeciw skutkom wykluczenia na wczesnych etapach rozwoju człowieka zwiększa ryzyko „dziedziczenia wykluczenia”, a to oznacza dłuższy oczekiwany czas realizacji świadczeń ze środków publicznych na rzecz takich osób.

Z góry bardzo przepraszam tych wszystkich, których problem ten dotyczy, dotyka, i szerzej: tych wszystkich, których rażą powyższe sformułowania. Mnie też razi pewien sposób „myślenia” (czyt. bezmyślności). Rozwiązywanie problemów społecznych wymaga nie tylko ram prawno-organizacyjnych, ale również dalekowzroczności, aktualizowania wiedzy, rozwijania umiejętności, trzeźwego osądu zamiast taniego sentymentalizmu, chęci ruszenia głową i ruszania tyłka zza biurka.

W tym sęk, że jest o czym dyskutować. I sęk też w tym, że to nie tu jest właściwe ku temu miejsce.

 

„Dyl Sowizdrzał”