Uwaga! Ciasteczka!

Obiektyw.info stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce cookies.

Wydrukuj tę stronę

O podróżach, które kształcą

05 maj 2018
Jean-Bedel Bokassa Pierre Guillaud/AFP/Getty Images

Pan Burmistrz zaprasza na wycieczki. Nie, oczywiście, że nie zaprasza mieszkańców. Radnych i urzędników zaprasza.

Felieton

Radnych Pan Burmistrz zaprasza na wycieczki na południe Francji. Ponadto, Pan Burmistrz niebawem zapakuje część pracowników Urzędu, którzy zajmują się sprawami związanymi z estetyką miasta, z zielenią, z rozwiązaniami drogowymi, i absolutnie pojadą zobaczyć, jak to wygląda w Niemczech i w Austrii. Bo jak Pan Burmistrz po raz pierwszy zawiózł kobietę, która zajmuje się kwiatami, to od razu w Grodzisku pojawiły się tysiąc razy ładniejsze kwiaty. Bo zobaczyła, że można takie rzeczy robić.

Czegoś tu nie rozumiem. Czy ta kobieta od kwiatków – ta, o której Pan wspomniał, Panie Burmistrzu - nie ma dostępu do internetu? Trzeba ją po świecie na nasz koszt obwozić, żeby się dowiedziała, jak się gdzieś indziej kwiatki sadzi?

Panie Burmistrzu! Panie Burmistrzu! Ja też chcę! Ja też chcę! Weźmie mnie Pan ze sobą? Niech mnie Pan zabierze na wycieczkę… Też się nie znam na kwiatkach, za to uczę się niesłychanie szybko. A może ktoś z Państwa byłby zainteresowany wycieczkami z Panem Burmistrzem?

Pan Burmistrz uważa, że ludzie muszą się uczyć, a jeżeli komuś się wydaje, że wszystko wie, to jest w dużym błędzie. Święte słowa, Panie Burmistrzu! Święte słowa... Ale czy oby naprawdę tak Pan sądzi? Czy tylko tak Pan powiedział na potrzeby fasadowego uzasadnienia kosztów wycieczek rekreacyjnych dla miejscowych dygnitarzy?

Rozumiem, że idea miast partnerskich obejmuje wzajemne wizyty, choć – jak mi się zdawało – nie muszą to być wizyty radnych oraz urzędników. Rozumiem, że partnerstwo trzeba budować, podtrzymywać i zacieśniać. Ale czy można byłoby zatrudniać w Urzędzie osoby, które dobrze znają się na tym, czym się zajmują? Nie w tym sensie się znają, że im się gdzieś coś w oczy rzuciło albo o uszy obiło, tylko profesjonalnie wykształconych specjalistów.

Takich, którzy – jeśli wyjeżdżają służbowo – to dlatego, że już się wykazali wysokimi kompetencjami, i mają tzw. potencjał (który też da się zweryfikować profesjonalnymi metodami), a nie takich, którym kompetencji brakuje. Takich, którzy nie tylko wiedzą, co robią, ale też umieją wyjaśnić, z jakich przyczyn robią właśnie to, a nie coś innego, i nie są to przyczyny polityczne. Takich, których nie trzeba wozić za pieniądze podatników na wycieczki rekreacyjne pod pretekstem poszerzania horyzontów. Takich, którzy i bez wycieczek na koszt gminy wiedzą, co i gdzie aktualnie robi się w obszarze ich specjalności, bo część własnego dochodu przeznaczają na stałe podnoszenie swoich kwalifikacji, a i kształcące podróże też z tego dochodu finansują.

Żeby było u nas - wie Pan, Panie Burmistrzu - tak nowocześnie. Gdyby Pan, Panie Burmistrzu, takie osoby zatrudniał, to może z tych ich wycieczek z Panem albo i bez Pana więcej wyniknęłoby pożytku dla gminy, niż peany pochwalne na cześć gminnych kwietników...

Ale szkoda gadać… Ponoć Pan Burmistrz sam wybrał się jakiś czas temu w 11-dniową podróż służbową na Lazurowe Wybrzeże i… wrócił z niczym (źródło: strona użytkowanika Ratujmy Grodzisk Mazowiecki na FB, post z 12 kwietnia: (Ślimaki, żabie udka i miejscowe ośmiorniczki).

W normalnie zarządzanej firmie lub instytucji musiałby się Pan Burmistrz z takiej eskapady długo tłumaczyć, i nie wiadomo, czy by się Pan wybronił. A w grodziskiej gminie co?  Ano nic. To i nic w tym dziwnego, że się Panu Burmistrzowi spodobało dożywotnie piastowanie urzędu.

Sowizdrzał