Uwaga! Ciasteczka!

Obiektyw.info stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce cookies.

Wydrukuj tę stronę

Dwukadencyjność burmistrzów i wójtów?

31 styczeń 2017

Głośno ostatnio o zmianie prawa wyborczego ograniczającego wybór burmistrzów, prezydentów i wójtów tylko na dwie kadencje. Dla lokalnych społeczności ma to kolosalne znaczenie.

Dwukadencyjność prezydentów, burmistrzów i wójtów nie jest nową propozycją. Mówi się o tym od wielu lat, a w ostatnich wyborach parlamentarnych ten pomysł miało w swoim programie kilka partii. Wszystko wskazuje na to, że aktualny obóz rządzący chce rzeczywiście dwukadencyjność wprowadzić w życie. Dlaczego ta sprawa jest tak istotna, zwłaszcza dla lokalnej społeczności?

Według zwolenników dwukadencyjności, ograniczanie kadencji tylko do dwóch jest ograniczaniem zasiedziałości władzy, która po wielu latach pełnienia ważnych funkcji samorządowych przez te same osoby, sprzyja tworzeniu różnego typu koterii, układów i układzików, które powodują, że władza staje się skostniała, bardziej odporna na bieżące potrzeby mieszkańców, a wybór kogoś nowego, spoza tego układu, przy zastosowaniu odpowiedniego marketingu wyborczego starych wyjadaczy będących u władzy, staje się praktycznie niewykonalny, chyba, że władza popełni rażące nadużycia lub błędy.

Według przeciwników dwukadencyjności, ograniczanie kadencji jest bezsensowne, bo wolne, demokratyczne wybory i tak weryfikują postawę poprzednich władz, a ludzie oddają głos na tych których uważają za lepszych.

Zapewne i zwolennicy i przeciwnicy ograniczania kadencji mają swoją rację. Ja osobiście uważam, że dwukadencyjność to dobry pomysł, a nowy burmistrz czy wójt to nowe spojrzenie, nowe siły, nowi ludzie wokoło, nowe pomysły na działanie. Nie ma ludzi niezastąpionych. Jest wiele przykładów na to, że wybór nowego kandydata (bo poprzedni nie kandydował lub podwinęła mu się noga) na ważne lokalne stanowisko, w zdecydowanej większości, był wyborem na lepsze. Tylko jak to zrobić aby nowa, nieznana osoba mogła pokonać w wyborach kogoś kto jest u władzy wiele lat, swój marketing wyborczy zaczyna zaraz po wyborach i prowadzi go, z biegiem lat coraz umiejętniej, przez cały okres sprawowania swojej funkcji. Do pomocy ma wielu fachowców w tej dziedzinie i ogromne środki, nie tylko finansowe, które przy umiejętnym i racjonalnym stosowaniu pomagają mu w podbijaniu własnej pozycji w oczach potencjalnych wyborców. Typowym przykładem są chociażby wszelkiego typu broszury informacyjne, które podkreślają rolę i wkład danej osoby, media lokalne opłacane z kasy urzędu, różnej maści spotkania, festyny, występy, bale gdzie urzędujący burmistrz czy wójt mają nieograniczony niczym dostęp do mikrofonu, nie wspominając już o napisach reklamowych typu „burmistrz, wójt + imię i nazwisko zaprasza”. To wszystko, nazwane przez fachowców marketingiem politycznym lub lokalnym, pracuje każdego prawie dnia na rzecz konkretnej osoby.

Dla wielu mieszkańców najważniejsza jest i słusznie ocena pracy i dokonań. Ocena ta bywa jednak często bardzo powierzchowna i sprowadza się najczęściej do stwierdzenia – ten wójt, ten burmistrz zrobił tak wiele i tu padają konkretne przykłady. Niewielu zastanawia się nad tym czy były to w pełni trafione inwestycje, czy nie były przepłacone, czy tymi samymi środkami finansowymi można było zrobić więcej, że to nie burmistrz czy wójt własnymi rękoma je wykonywał, a były to dziesiątki, jeśli nie setki, opłacanych z budżetu urzędników i pracowników, czasami wynajęte firmy, które składały wnioski, opracowywały projekty, analizy, przetargi i kontrolowały wykonanie. To wszystko pracuje na rzecz jednej osoby, która w wyborach spija śmietankę w postaci wygranej. Co mogą zaoferować ewentualni kontrkandydaci? Ulotki z informacją o dotychczasowej pracy, rodzinie, zainteresowaniach? Zdjęcie z papieżem? Udział w nielicznych spotkaniach przedwyborczych, gdzie bardzo często pada kuriozalne pytanie „a co pan/ pani zrobił dla naszej miejscowości”? Trzeba przyznać, że nie jest to zbyt wiele aby wygrać, dlatego ograniczenie kadencyjności byłoby mocno dla nich przydatne i ze wszech miar wskazane dla demokratyzacji życia publicznego. Jestem przekonany

Dla przeciwników dwukadencyjności podam jeszcze dwa przykłady. Wiele lat temu Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko, tuż przed wyborami prezydenckimi, które miały dać mu po raz trzeci wygraną, zmienił dekretem konstytucję, znosząc ograniczenie prezydentury do dwóch kadencji, jakie były w poprzedniej konstytucji zapisane. Najbardziej utkwiła mi w pamięci argumentacja profesora prawa białoruskiego, który na antenie telewizji przekonywał, że ograniczenie możliwości kandydowania dla aktualnego prezydenta jest ograniczaniem jego praw obywatelskich i jest antydemokratyczne. Ta zmiana zapewniła mu prezydenturę do dziś i to przy poparciu 90 % społeczeństwa, z czego 60 % jest to podobno poparcie rzeczywiste. Znany jest też przykład iluzorycznej zmiany pomiędzy prezydentem/premierem Putinem i Miedwiediewem. Zamienili się funkcjami aby po 2 kadencjach zamienić się ponownie. Można? Można! I jest to niestety wariant, który może zostać powtórzony na szczeblu naszych miast i gmin gdzie burmistrz może zamienić się rolami z wiceburmistrzem lub odwrotnie, o ile prawo nie przewidzi takiej możliwości. Ważne jest też to, czy po przymusowej 4-letniej przerwie były wójt/ burmistrz będzie mógł ponownie kandydować czy nie? Nic na ten temat się nie mówi.

Należy zwrócić uwagę, że o ile pomysł ograniczania kadencyjności jest jak najbardziej słuszny, to diabeł tkwi w szczegółach jak to wprowadzić w życie? Pomysł zaliczania odbytych już kadencji w poczet tych, o których mowa w nowym prawie, co sprawi, ze burmistrz czy wójt pełniący w latach poprzednich władzę, nie będzie mógł startować w najbliższych wyborach, nie jest chyba zbyt uczciwy.   

Raz z racji tej, że stanowione właśnie prawo musiałoby działać wstecz, co jest nie do zaakceptowania w państwie prawa, po drugie niezbyt uczciwe wobec tych którzy wygrywając wybory nie wiedzieli, że stanie im na drodze ograniczanie kadencyjności. Być może nie kandydowali by wtedy na stanowisko, które teraz pełnią. I jeśli nawet nie podoba mi się jakiś wójt czy burmistrz to uważam, że niedopuszczenie go do kandydowania w najbliższych wyborach byłoby nieuczciwe i bezprawne. Z drugiej jednak strony rozumiem tych, którzy twierdzą, że jeśli ograniczać kadencje to już teraz. Po co czekać i tracić czas? Uważam, że o prawnym aspekcie ograniczania kadencji już teraz czy dopiero za dwie kadencje powinni wypowiedzieć się przede wszystkim prawnicy. Tylko co zrobić jeśli będą mieli zupełnie odmienne zdania na ten temat?

Dużo mówi się o tym, że zmiana ordynacji wyborczej i wprowadzenie ograniczenia kadencyjności, to zamysł czysto polityczny, mający na celu wymianę lokalnej kadry urzędniczej na osoby z własnej opcji politycznej. Trudno nie zgodzić się z takim rozumowaniem. Ja uwierzę w dobre, szczere intencje rządzących i polityków, o ile wprowadzą oprócz dwukadencyjności prezydentów RP, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów także dwukadencyjność posłów sejmu, senatu a także prezesów/przewodniczących partii politycznych. Zwłaszcza tych partii, które pobierają niemałe przecież dofinansowania z budżetu państwa, czyli naszych pieniędzy. Nie mam też nic przeciwko wprowadzeniu dwukadencyjności w wyborach radnych do sejmików wojewódzkich, rad miast i gmin.

Jak dwukadencyjność to dwukadencyjność! A dlaczego nie?

 

A co Państwo o tych zmianach sądzicie? Chętnie wysłucham głosu innych.

 

Zbigniew Bohdan