Uwaga! Ciasteczka!

Obiektyw.info stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce cookies.

Wydrukuj tę stronę

O świńskiej górce

20 maj 2018
Diane Jabi

Wbrew temu, co się może wydawać, świńska górka nie jest miejscem na mapie.

Nie jest też efektem  rewitalizacji świńskiego dołka. Jest za to pewnym fenomenem związanym z występowaniem odłożonych w czasie skutków decyzji inwestycyjnych (dodajmy głupich decyzji inwestycyjnych). Jakoś tak w Polsce powiązanym z modelem zarządzania spod znaku Żywią y Bronią.

Czytelnikom, którzy nie pamiętają Żywiących y Broniących bohaterów walki o cudze pieniądze, pozwolę sobie pokrótce nakreślić problem.

W zasięgu rąk ob. Farmera, za sprawą aniołków, pojawia się tania pasza dla świnek. Naturalnie powoduje to intensywny proces myślowy, dający się streścić jako: a wiele to „pinionszków” wziąłby człowiek za utuczoną świnię, a utuczy się ją za pół darmo, bo ta pasza taka tania. Następnym krokiem Farmera jest entuzjastyczna inwestycja w tuczenie świnek, spowodowana niskimi cenami paszy i marzeniami o milionach „pinionszków”.

Modele matematyczne „cyklu świńskiego” ślicznie pokazują, to co rozumie każde dziecko: kiedy wszyscy tuczą świnki i kupują paszę, to cena paszy rośnie (bo rośnie popyt), zaś cena utuczonych świnek, zalewających rynek tłumnie, maleje (bo rośnie podaż). Okazuje się, że nie ma „pinionszków” – wydały się na droższą paszę zużytą na utuczenie niesprzedawalnych świnek i zwrotu z inwestycji nie będzie. Co gorsza, wsad w ten znakomity interes mógł pochodzić z kredytu, wtedy nie tylko nie ma „pinionszków”, ale są długi.

W naszej historii odpowiednikiem aniołków jest Unia. Unia daje dotacje do urządzania zieleni miejskiej, 80%. Odpowiednikiem Farmera jest ob. Burmistrz, odpowiednikiem świnek - wycinanie i potem sadzenie wszędzie, gdzie się da klonów-kulek-na-kiju. Odpowiednikiem górki – konieczność konserwacji i odnawiania nasadzeń, która pojawi się za kilka lat i trzeba na to będzie wydać własne „pinionszki” (co można przewidzieć, bo drzewa rosną tak jak chcą). Teraz najprostsza część – odpowiednikiem kredytu jest kredyt.

Mówiąc najprościej, gmina musiała wykazać się wkładem własnym  3,8 miliona PLN, żeby dostać 12,4 milionów dotacji na wymianę w GM drzew na klony-kulki-na-kiju (do obejrzenia np. przy ulicy Warszawskiej). A jako że gmina nie ma już wolnych „pinionszków” konieczne było wzięcie kredytu na sfinansowanie owego wkładu własnego.

Skutkiem całej operacji będzie zatem: kredyt do spłacenia i mnóstwo klonów-kulek-na-kiju, które w niedalekiej przyszłości zaczną generować koszty związane z ich pielęgnacją.

I tyle taniej analogii. Obywatele Farmerzy założyli sobie bowiem partie i związki zawodowe, po czym, wylewaniem gnojowicy pod Sejmem, lub wylewaniem łez w Sejmie, wyciągali publiczne pieniądze na „skup interwencyjny”.

Gmina zaś chyba nie ma czego i gdzie wylewać, więc kredyt i koszty utrzymania zieleni spłacimy my – z oszczędzania na innych zadaniach i sprzedaży majątku gminy.

 

S.Pinionszek