Dlaczego nie dojeżdżam kolejką WKD do pracy? - Obiektyw.info

Uwaga! Ciasteczka!

Obiektyw.info stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce cookies.

Dlaczego nie dojeżdżam kolejką WKD do pracy?

26 styczeń 2015
(0 głosów)
K2_ITEM_AUTHOR  Katarzyna Wareluk
Zdjęcie pochodzi ze strony www.wkd.com.pl

Mam ogromny sentyment do tej naszej lokalnej Wukadki – jedynej takiej w Polsce, stanowiącej osobliwe połączenie tramwaju z pociągiem i swą unikalnością wyróżniającej tę okolicę. Ileż to wspomnień wiąże się z kolejką!

 


Dla mnie była nieodłączną towarzyszką dzieciństwa, kiedy to z centrum Grodziska, wożona byłam do przedszkola na ulicę Górną, a w ładną pogodę odprowadzana pieszo wzdłuż torów. Pamiętam, że rosły przy nich wtedy ogromne dmuchawce, których nie dało łatwo się zdmuchnąć. Później Wukadka towarzyszyła mi w czasach liceum, będąc świadkiem pierwszych moich randek, powrotów z imprez w Warszawie, Podkowie Leśnej, czy Pruszkowie, a czasem wręcz przeradzając się w miejsce niektórych z tych imprez. Słuchała moich rozmów z przyjaciółmi, z którymi dojeżdżałam do liceum, czytała mi przez ramię lektury szkolne i nieszkolne oraz dawała przestrzeń do odrabiania prac domowych, na które nie chciało mi się tracić czasu po lekcjach. Gdy zaczęłam studia, przyglądała się, jak zmagam się ze statystyką i mikroekonomią, co chwilę śmiertelnie znudzona wyglądając przez okno. Ale to były czasy, gdy nigdzie się nie spieszyłam (opóźnienie kolejki było nawet rzeczą pożądaną, bo można było opuścić lekcje i miało się niepodważalne usprawiedliwienie), kiedy komfort był rzeczą drugorzędną i gdy życie towarzyskie w kolejce kwitło, gdyż zwykle jeździło się liczną ekipą znajomych dojeżdżających do szkół. Gdzieś w połowie studiów, kiedy to zostałam praktykującym kierowcą, moja relacja z Wukadką mocno się rozluźniła. Odkryłam wtedy, ile niezależności daje samochód. Nie trzeba dostosowywać zajęć i życia do rozkładu jazdy, okna można otwierać i zamykać wedle własnego uznania i temperaturę dopasowywać wyłącznie do swoich potrzeb. Od tamtej pory kolejką jeździłam bardzo sporadycznie.

Gdy jednak niedawno rozpoczęłam pracę w biurowcu znajdującym się o jakieś pięć minut od jednego z warszawskich przystanków WKD, postanowiłam do Wukadki powrócić. Wytrzymałam
dwa tygodnie. Okazało się, że to, co kiedyś znosiłam ze stoickim spokojem, czyli fakt, że kolejka z Grodziska do Warszawy wlecze się niemiłosiernie (od końca do końca to w sumie 57 minut), stanowi dla mnie dużą szkołę cierpliwości. Ale cierpliwość warto rozwijać, więc taką niedogodność jeszcze byłabym w stanie zaakceptować. Natomiast zupełnie nie do przyjęcia okazało się to, że w porannych godzinach biurowego szczytu nie ma wystarczającej liczby kolejek z Grodziska do Warszawy. Pomiędzy 7:40, a 8:35 jest niemal godzinna przerwa w kursowaniu składów! Skutkiem tego często już w Jordanowicach trudno o miejsce siedzące, wobec czego nie ma mowy o jakimkolwiek komforcie jazdy, ani spokojnym oddawaniu się lekturze. Nie wchodzi w grę także celebrowanie kolejkowego życia towarzyskiego, bo nawet gdy na kolejnych stacjach wsiadają jakieś znajome twarze, nie sposób się do nich przecisnąć przez tłum – można co najwyżej wymieniać uśmiechy ponad głowami współpasażerów. I w rezultacie, na stojąco, bez lektury i bez konwersacji, i tak już długa podróż dłuży się jeszcze bardziej... A na dodatek, jeśli się nie zdąży na bezlitośnie wczesną Wukadkę o 7:40, to następna jest dopiero za godzinę, czyli już nieprzyzwoicie późno...
I oczywiście, czytałam o tym, iż na zwiększenie częstotliwości jazdy kolejek nie pozwala napięcie i że tabor jest niewystarczający... Ale kompletnie tych argumentów nie kupuję, bo w ich świetle zupełnie niepojęte jest, jakim cudem ten sam tabor i to samo napięcie pozwala realizować kursy z Grodziska co 15 minut między 6:00 a 7:00.


Moja kolejkowa podróż sentymentalna zakończyła się więc katastrofą – podobnie pewnie, jak większość powrotów do przeszłości. Do pracy dojeżdżam samochodem – może to większy
wydatek, ale wychodzę z domu wtedy, kiedy jestem gotowa do wyjścia, a nie pod szaleńczą presją, by zdążyć na 7:40. Dojazd autostradą do pracy zajmuje mi około pół godziny. A Wukadką
jeżdżę już tylko na imprezy, jeśli się odbywają na linii Grodzisk-Warszawa Śródmieście.

 

Katarzyna Wareluk

 




Dodaj komentarz

Tu wpisz imię lub nick (obowiązkowe)

Kod antyspamowy Kod literowo-cyfrowy. Wpisz go do pola poniżej. Jeśli jest nieczytelny, naciśnij przycisk "Odśwież"
Odśwież

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Maksymalna długość komentarza to 2000 znaków.
Jeśli zauważyłeś komentarz niezgodny z regulaminem - kliknij przycisk "Zgłoś administratorowi".
Top